linuxZakładam, że instalacja Linux4One przebiegła prawidłowo, system się uruchamia – trzeba jednak zacząć korzystać z dobrodziejstw tego coraz popularniejszego „darmowego oprogramowania”. Nie tak diabeł straszny, jak go malują – początki mogą być trudne, ale programiści bardzo się starają, aby był przystępny nawet dla początkującego użytkownika.

Linux4One działa na jądrze 2.6.27 (wykonany został pełen restart po instalacji), co można stwierdzić na kilka sposobów, najpewniejszą jest jednak wykonanie polecenia uname -a z linii poleceń (na tym etapie nie chcę jeszcze straszyć początkującego użytkownika „magią czarnego ekranu”). Intefejs użytkownika został podzielony na kilka części:

linux4one_desktop_1

  • menu po lewej stronie

W tej części możemy wybrać jedną z kilku zdefiniowanych opcji, jak konfiguracja systemu, dostęp do pakietów biurowych, gry itp. Wszystko oczywiście można zmienić wg. własnego uznania.

  • menu po prawej stronie

Dostęp do dokumentów (wideo, zdjęcia, sieć). W tej części będą się także pojawiać skróty do np. pendrive, czy karty SD wsadzonej do czytnika. Jak widać, jest też dostęp do dysku o nazwie „Acer” (tak się nazywa partycja NTFS, na której jest zainstalowany Windows w tym komputerze.  Przyciski, pod którymi kryją się funkcje restartu/hibernacji/wylogowania są umieszczone po prawej stronie (na dole „Quit…„, na górze ogólnie znany symbol na czerwonym tle). Jak widać, nie zawsze trzeba nacisnąć przycisk „Start”, żeby wyłączyć komputer…

  • pasek zadań

Funkcjami bardzo podobny do tego znanego z Windows – zegar, sterowanie głośnością, stan naładowania baterii (na screenach Aspire One pracuje na zasilaniu z akumulatora), stan połączenia sieciowego (tutaj WiFi). Po lewej stronie jest też szybki dostęp do przeglądarki (Firefox w najnowszej wersji). Można go „złapać” i przenieść na sam dół, zgodnie z przyzwyczajeniami z „okienek”.

  • część centralna

Tutaj pokazuję się opcje (ikony) z poszczególnych grup w menu (można poklikać, pingwiny nie gryzą…). Wszystko to oczywiście można zmienić, łącznie z przełączeniem do klasycznego „desktopu”.

Od czego zacząć – od wcielenia w życie jednych z ważniejszych słów reklamowych prezesa firmy Sun („dopiero sieć to komputer”). Dla ułatwienia i oszczędzenia zgrzytania zębami przy konfiguracji plików tekstowych z pomocą przychodzi applet „NetworkManager 0.7.0″.  Dostęp do tej aplikacji jest przy zegarze, w pasku zadań:

linux4one_network_2

Kliknięcie lewym klawiszem myszy pokaże (gdy intefejs bezprzewodowy jest włączony…) dostępne sieci WiFi (te, które nie mają ukrytego identyfikatora sieci). W przypadku, gdy sieć ma „schowany” SSID, należy użyć opcji „Connetct to Hidden Wireless Network…”.

Połączenie kablowe wygląda podobnie – w przypadku konfiguracji z DHCP po podpięciu skrętki do gniazda LAN w netbooku sieć jest gotowa do pracy. Dodatkowe opce są dostępne po kliknięciu prawym klawiszem myszy na ikonkę managera połączeń:

linux4one_network_3

Tutaj standardowe elementy pracy z ethernetem, albo WiFi – adres IP, maska sieci, brama domyślna, adresy serwerów DNS.

Mamy już dostęp do sieci, można otworzyć stronę internetową, co dalej… Warto np. wyłączyć automatyczne logowanie użytkownia (domyślnie nie ma pytanie o hasło), czy wykonań aktualizację systemu. W czasie, gdy będzie się wykonywać aktualizacja (do pobrania jest na dzień 14 stycznai 2009 ok. 51MB łatek z repozytoriów Ubuntu), można np. włączyć dość istotną dla wielu osób opcję, czyli komunikatory internetowe.

kaduZacznijmy od odpowiednika Gadu-Gadu – w przypadku Linuksa najpopularniejszym dla trybu graficznego jech Kadu. (ja korzystam z ekg, jednak dla osoby, która nie ma doświadczenia z konsolą tekstową może to być przeżycie traumatyczne…). Sama instalacja nie powinna przysporzyć problemów, jednak trzeba sięgnąć do wygodnej funkcji repozytoriów.

Linux4One to praktycznie Ubuntu -  Ubuntu czerpie pełną garścią z Debiana. Dawno, dawno temu, kiedy Linuks raczkował, jedyną opcją instalacji programów była żmudna konfiguracja, kompilacja i instalacja programów ze źródeł. Najpierw program trzeba było pobrać (wget nazwa_programu.tar.gz), potem rozpakować  (tar -xzvf), wyedytować konfigurację w „generatorze losowych znaków” edytora tekstowego VI (vi program.conf). Następnie (jak programisa przyłożył się do skryptów kompilatora), program informował, czego mu brakuje do szczęścia (./configure) – a to biblioteki, a to nie może znaleźć ścieżki do jakiegoś programu, a to jądro systemu nie ma dostępnego modułu o niewiele mówiącej nazwie… Przy odrobionie szczęścia (czytaj: wiedzy) po kompilacji i instalacji (make;make install) oprogramowanie było gotowe do użycia… Upierdliwe dla laika.

Ktoś więc wymyślił więc pakiety – to coś więcej, niż np. pliki *exe i *.msi – to cała magia tego rozwiązania. Pakiet (rozszerzenie DEB) to nie tylko prekompilowane programy i automatyka instalacji, łącznie z dodaniem ikon do intefejsu graficznego i restartem odpowiednich usług systemowych. Najważniejsze w pakietach to sprawdzanie zależności. W Windowsie pewnie nie raz się okazało, że przy próbie instalacji jakiegoś programu system zgłaszał, ze np. brakuje mu wirtualnej maszyny Java, albo bibliotek VB (chociaż to już coraz rzadziej się zdarza). W pakiecie takim znajdują się informacje, co jest potrzebne do instalacji (np. że wspomniane Kadu wymaga bibliotek libgkt), dodatko nastąpi sprawdzenie, czy nie będzie konfliktu z innym oprogramowaniem. Świetna sprawa, sprawdza się bardzo dobrze (błędy też się pojawiają, Linuks nie jest doskonały – ale naprawa nie jest trudna…).

Pakiety Ubuntu leżą sobie w tzw. repozytoriach – czyli na serwerach, gdzie są setki tysięcy tych poszczególnych programów (przynajmniej tych zgłoszonych i uznanych za bezpieczne dla systemu operacyjnyego). Niektórych tam nie znajdziemy ze względów na np. poliytykę otwartego oprogramowania (tak też będzie ze Skype, którego będzie trzeba pobrać bezpośrednio ze strony producenta).

Jak wspomniałem, nie chcę jeszcze straszyć linią komend, ale do zarządzania pakietami najlepiej sprawdza się linia poleceń:

  • dpkg (np. instalacja pakietu, zarządzanie zainstalowanymi pakietami, etc.). Lista pakietów w systemie: „dpkg -l
  • APT – system zarządzania pakietami. Korzysta z repozytoriów (lista serwerów jest zapisana w etc /apt/sources.list). Podstawowe polecenia:

    • apt-get update -od tej opcji powinno zacząć się pracę z pakietami, to powinnen być odruc). Jest to pobranie z serwerów informacji o aktualnej liście pakietów (wersje),
    • apt-get upgrade – automatyczna aktualizacja systemu, porównywalna opcja z http://windowsupdate.microsoft.com,
    • apt-cache search nazwa_programu/lub funkcja - przeszukanie repozytoriów pod kątem danego programu,
    • apt-cache show nazwa_programu – dokładny opis konkretnego programu, informacje o zależnościach etc.
    • apt-get install nazwa_programu – instalacja programu.
      Przykładowo po wydaniu polecenia apt-get install apache zostanie zainstalowany najpopularniejszy serwer WWW (działanie możemy sprawdzić poprzez adres localhost – http://127.0.0.1).

Programiści Linuksa wiedzą, że użytkownicy jak ognia boją się linii poleceń, więc powstało kilka „nakładek” do zarządzania pakietami:

linux4one_synaptic_package_manager_4

W zakładce „Administration” znajduje się „Synaptic Package Manager”.

linux4one_kadu_5

Program nie jest trudny w obsłudze. Wyszukanie odpowiedniego pakietu ułatwi przycisk „Search”, tam należy wpisać „kadu”. Pojawi się kilka pakietów, ja polecam zaznaczyć podstawowy („kadu”), oraz np. kadu-themes (czyli popularne „skórki”).

Instalator nas się zapyta, czy jesteśmy świadomi, że potrzebne będzie pobranie dodatkowych składników – bibliotek:

linux4one_kadu_ad_6

kadu5det

Możemy przeglądnąć wersję, opis  oprogramowania (odpowiednik: apt-cache show kadu). Jak widać w szczegółach, zostanie zainstalowane 6 pakietów (wybieraliśmy dwa, pozostałe 4 są wymaganie do działania). Pakiety mają łącznie 7,6MB a po instalacji zajmą 25.3MB na dysk – czy Windows tak Was informuje? Nie sądzę…
Pobranie i zainstalowanie pakietów nastąpi po naciśnięciu „Apply”.

Po udanej instalacji skrót do Kadu pojawi się w zakładce „Internet”.

kadu_internet

Obsługi Gadu-Gadu nie muszę chyba uczyć.

W przypadku komunikatora Skype sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ nie ma go w repozytoriach – na szczęście programiści tego popularnego komunikatora nie zapomnieli o użytkownikach Ubuntu, odpowiednią paczkę można znależć na stronie producenta – po przejściu do działu „download” (korzystając z przeglądarki w Linux4One) automatycznie pojawi się sekcja dla Linuksa: nas interesuje paczka dla Ubuntu:

skype1

Po pobraniu i „kliknięciu” otworzy się okno informacyjne z przyciskiem instalacji. Ikona Skype także trafi do zakładki „Internet”:

skype2

Teraz opcja, od której powinniśmy zacząć: aktualizacja systemu – obok „Synaptic Package Manager” znajduje się „Update Manager”. Mając połączenie z internetem należy nacisnąć przycisk „Check” – z serwerów zostaną pobrane informacje o dostępnych pakietach (odpowiednik: apt-get update), oraz wyświetlone programy, które można uaktualnić (apt-get upgrade):

updatemanager

updates

Do zainstalowania będzie około 51MB, do tego jeszcze instalacja, konfiguracja nowych pakietów:

updates3

Z tego właśnie powodu zostawiłem tą operację na koniec – mamy czas, żeby uruchomić komunikator „Kadu” i pochwalić się znajomym, że korzystamy z Linuksa :-)

W następnej części napiszę o konfiguracji GRUBa (menu startowe, gdzie wybierany jest system operacyjny).



 Subskrybuj (FeedBurner)