windows_controlWindows XP, mimo wad, jest całkiem udanym systemem operacyjnym.  Ja osobiście używam zamiennie systemów spod znaku okienek i pingwina i nie mam zamiaru pisać, że jeden OS jest lepszy a drugi gorszy – faktem jest natomiast, że osoba twierdząca, że zajmuje się szeroko pojętą tematyką informatyki i nie używa Windowsa (czytaj: nie potrafi obsługiwać) przyznaje się tym sposobem, że jest ułomna w swojej dziedzinie.

Jak się dokładnie przyjrzeć, Windows XP ma bardzo dużo funkcji. Najśmieszniejsi są użytkownicy, którzy przesiedli się kilka tygodni wcześniej na którąś z dystrybucji Linuksa (najczęściej to będzie Ubuntu, czy inna Mandriva, bo sobie z nimi  w miarę radzą) i zaczynają „pluć” na Windows. Wszystko jest dobrze do momentu, jak taka osoba popiera to jakąś wiedzą a nie tylko sieje ferment i rzuca chore frazesy.

Co do samego Windowsa XP – jak wspominałem, nie jest wcale taki prosty. Polecam poczytać grupy dyskusyjne / fora traktujące o certyfikacji MCP. Egzaminu z zarządzania systemem klienckim Windows XP (70-270), potrzebnego do zamknięcia niektórych ścieżek certyfikacyjnych,  boją się sepcjaliści technologii o których przeciętny zjadacz chleba nawet nie słyszał. Na egzaminie poza funkcjami, których nie używa się praktycznie nigdy w warunkach domowych (często także w firmie, jak np. upgrade Windows98/ME/2000 do XP) są rozbudowane pytania dotyczące instalacji nienadzorowanych (sysprep), czy backupu (NTbackup).

Wracając do tematu – Windows XP i Aspire One… Całkiem sprawnie ze sobą się dogadują – można jednak pomóc wprowadzając pewne własne zmiany – ziarnko do ziarnka i możemy zyskać kilka sekund przy uruchomieniu, wydajniejszą współpracę z dyskiem twardym, czy kilkaset (!) MB wolnej pamięci RAM.

Procesy i zajęta pamięć RAM… Po instalacji Windowsa zasypujemy system operacyjny przeróżnymi aplikacjami, które „nam są niezbędne” – Winamp z agentem działającym w tle, klienty P2P,  Java (która co pewien czas sprawdza aktualizacje), antywirusy, defragmentatory… No i tak po pewnym czasie zaczyna się narzekanie, jaki to ten system wolny. Może wypada posprzątać w aplikacjach, lub uruchamiać serwisy wtedy, gdy ich potrzebujemy?

Ktoś może powiedzieć, że są specjalne programy do zarządzania takimi funkcjami – oczywiście, że takie istnieją, jednak:

  1. mam całkowitą awersję do takich programów,
  2. potrafią one narobić bardo dużo bałaganu,
  3. nie wiemy do końca jakie zmiany wykonują w systemie,
  4. bazują one na tym, co można zrobić samemu za pomocą zmian w rejestrze i ustawieniach systemowych,
  5. patrz – punt 1.

Od czego wypadało by zacząć… Od wyłączenia kilku zbędnych programów, które uruchamiają się automatycznie po starcie systemu. Najlepiej zacząć od przystawki msconfig (Start -> Uruchom… -> msconfig)

msconfig

Jak widać, jest dużo tego i nawet nie mamy świadomości, że przy starcie np. Allplayer sprawdza aktualizacje (co przyczynia się do spowolnienia bootowania), czy ładują się najprzedziwniejsze rzeczy, które potem mamy przy zegarze systemowym w postaci ikonek, wyskakujących komunikatów i zajętej pamięci.
Jak już zdecydujemy się odznaczyć kilka pozycji, radzę robić to rozważnie – dziwnie brzmiąca nazwa może okazać się potrzebnym składnikiem sterownika i potem np. przestaną nam działać „multimedialne przyciski” klawiatury.

Przed zamknięciem „msconfig” warto jeszcze przyjrzeć się „Location” – dzięki temu wiemy, co uruchamia program (Autostart, rejestr i klucze typu RunOnce, itd.).

Przechodzimy teraz do procesów pracujących w pamięci: ctrl+alt+del, Manager Zadań -> Procesy (druga zakładka). Wyświetlą nam się nazwy uruchomionych procesów (poza tymi,  które programista sprytnie uchronił przed oczami widza – czyli wirusy) i trzy dodatkowe informacje (kto jest „właścicielem” procesu, obciążenie procesora i zużycie pamięci). W opcjach możemy oczywiście dodać kilka „ciekawszych” kolumn, jednak to nam w zupełności wystarczy.

serwisy

Po posortowaniu wpisów wg.  zużycia pamięci wyłoniło się już kilku kandydatów: Firefox zniknie, jak zamknę przeglądarkę, explorer.exe jest procesem, którego lepiej nie ruszać – zanim „ubijesz” któryś przedziwnie brzmiący „Image Name” to lepiej wpisać jego pełną nazwę w google (bo może się okazać, że ekrn.exe to składnik programu antywiurusowego).

Około 20MB (to i tak nieźle, kiedyś bywało po 30-40MB) zajmuje natomiast DKservice.exe – jest to serwis bardzo dobrego  programu do defragmentacji dysków (Diskeeper). W sytuacji, gdy nie jesteś fetyszystą defragmentacji i Twój komputer w każdej chwili wolnej nie układa skrupulatnie danych na dysku, wypada go DKservice.exe uśpić i wpuszać do pamięci tylko wtedy, gdy porządkujemy dysk (ja to robię co kilka tygodni, czasami co kilka miesięcy…). Tak całkowicie z „innej beczki” – defragmentacja to nie tylko przyspieszenie operacji dyskowych, ale ułatwienie sobie życia w przypadku logicznego uszkodzenia dysku i konieczności odzyskiwania danych…

Popatrzmy w jaki sposób uruchamia się ten serwis – podpowiem, że jest to serwis. Do zarządzania procesami najszybciej można przejść poprzez uruchomienie odpowiedniej przystawki:

Start -> Uruchom… -> services.msc

services1

Wyświetlanie serwisów najlepiej posegregować po statusie, dzięki temu będziemy wiedzieć, które w danej chwili są uruchomione. Pole „Description” opisuje do czego służy dany program, natomiast „Startup type” określa, czy aplikacja startuje automatycznie po uruchomieniu systemu, czy „manualnie” (inny program, lub użytkownik musi ją uruchomić).
Po naciśnięciu prawego klawisza myszy na Diskeeper należy więc przestawić metodę startu na „manualną” – dzięki temu po restarcie DKService.exe nie zobaczy już jako pożeracza zasobów systemowych.

diskeeper_service

Teraz już tylko wystarczy zatrzymać proces (prawy klawisz myszy i STOP) i ewentualnie uruchomić przy potrzebie użycia Diskeepera:

diskeeper_service_stop

W opisanym przypadku możemy sobie pozwolić na takie ‘zabawy’, które mimo wszystko zabierają czas – a że człowiek jest z natury leniwy i takich programów może być więcej, można sobie ułatwić życie, ja mam to w następujący sposób: na pulpicie utworzyłem sobie katalog „serwisy”. Tam też do każdej aplikacji mam po dwa skrypty o nazwach typu Diskeeper_start.cmd i Diskeeper_stop.cmd (pliki typu .CMD są bardzo podobne do tych typu .BAT, ale to nie to samo…).
W pliku Diskeeper_start.cmd umieszczony został wpis, który za pomocą funkcji „net stop” zatrzymuje usługę (uwaga: wielkość znaków usługi ma znaczenie – co innego będzie oznaczać net stop „Diskeeper” i net stop „diskeeper”:

@echo off
echo — Stopping Diskeeper service
net stop „Diskeeper”

Poprzez analogię tworzymy batcha, który uruchomi usługę:

@echo off
echo — Starting  Diskeeper service
net start „Diskeeper”

Jak komuś brakuje lecytyny i magnezu (ma obawy, że zapomni o uruchomieniu usługi), lub jest już całkiem leniwy, można utworzyć plik o nazwie np. Diskeeper.cmd, który najpierw uruchomi usługę, a potem wystartuje sam defragmentator:

@echo off
net start „Diskeeper”
ping kopytko > NUL
cd „C:\Program Files\Diskeeper Corporation\Diskeeper\”
start Diskeeper.msc

Drugi przykład dotyczy „VMware Workstation” – środowiska do wirtualizacji systemów. Jak widać, są trzy serwisy, które można zatrzymać do czasu ponownego uruchomienia VM.

vmware

net stop „VMware Authorization Service”
net stop „VMware DHCP Service”
net stop „VMware NAT Service”

W zależności od składników z jakich korzystamy może się jeszcze przydać:

net stop „VMware Registration Service”
net stop „VMware Virtual Mount Manager Extended”

Na koniec mała uwaga – warto pamiętać, co „zamraża”. Kilka dni temu musiałem coś „wydrukować” do dokumentu PDF – zacząłem instalację PDFCreator’a. Nie dało się, przedziwne błędy systemowe.  Zacząłem szukać odpowiedników i przy którymś programie (w międzyczasie po pokoju leciały przeróżne… kobiety wyzwolone  i inne takie). W końcu jeden z programów podpowiedział mi, że nie może się skomunikować się ze spoolerem drukarki -  a winna temu była wykonana wcześniej komenda:
net stop
„Print Spooler”

Zapraszam do dyskusji na forum.




 Subskrybuj (FeedBurner)