Są sytuacje, gdy mniejszy rozmiar jest pozytywny. Mowa oczyiwiście o laptoptopach i kwestii podróżowania. Sporo osób siedzi na tzw. przez niektórych życzliwych Polaków „zmywaku” (w tym ja) a wizyty w RP są regulaną częścią emigracji. Dla niektórych komputer zawsze jest uczestnikiem takiej podróży, natomiast ilość miejsca zajmowanego w bagażu podręcznym potrafi nieźle zirytować.

Sam w pewnych przedziwnych okolicznościach stałem się posiadaczem popularnej linii multimedialnego laptopa HP Pavilion (DV6640). Komputer jest całkiem dobrym wyborem, jak chcemy go używać jako… stacjonarnego komputera. Jest to po prostu spory kawał elektroniki (z zasilaczem, kablem waży ok. 3,4kg). Każda więc podróż z notebookiem to udręka. Nie chodzi już o dźwiganie dodatkowych, niepotrzebnych kilogramów – po to ze sobą wozimy taki sprzęt, żeby go używać.
Podróż samolotem na krótkich dystansach (ok. 1000-1500km) to głównie czas oczekiwania… Czekanie, wszędzie czekanie… Na lotnisku, nawet przy tzw. „odprawie online” trzeba być chociaż te 2 godziny wcześniej. Rzadko kiedy jest wolny stolik, przy którym można spokojnie usiąść, wypić kawę, i nakarmić uzależnienie internetowe, więc zostają kolana. Pomijając już fakt, że „brzydka płeć” może sobie uszkodzić od ciepła z obudowy swoją najważniejszą fabrykę w organizmie – jest to niewygodne.

Wtedy właśnie objawia się najważniejsza funkcja netbooków – mobilność. Brak zbędnych napędów, mała obudowa i tylko ~1,5kg (liczę z zasilaczem, bo o tym producencji dziwnie zapominają). Polecam zobaczyć krótki film, który ukazuje różnice w wygodzie pracy z HP Pavilion i Aspire One na pokładzie samolotu.

źródła zdjęć:
http://www.swiat-zabawek.pl (samolot lego)
http://sklep.vobis.pl       (laptop HP Pavilion)



 Subskrybuj (FeedBurner)