Spędzamy  w samochodzie tzw. „pół życia” – dojazdy do pracy (wg. Krzysztofa Skiby miarą luksusu w aucie jest  „jak się w nim stoi”), długie delegacje itp. Niektórzy także zarabiają, jeżdżąc za kółkiem (kierowcy TIRów, dostawcy, taksówkarze itp.). W sytuacji, gdy nasz samochód nie jest naszpikowany fabrycznie elektroniką, można go trochę ‘tuningować’ w tym kierunku…

Do laptopa (w tym przypadku netbooka) można dorzucić bardzo dużo akcesoriów, które zrobią z naszego komputera całkiem multimedialno-nawigacyjno-internetową maszynę. Jak dobrze policzyć, to łatwo przekroczyć kosztami cenę netbooka, jednak w wielu sytuacjach będzie to inwestycja opłacalna. W cyklu kilku artykułów postaram się opisać co/jak/za ile można podłączyć, aby uzyskać nawigację satelitarną, transmisję audio do nagłośnienia samochodowego, czy internet.

Zaczniemy od montażu komputera w samochodzie. Tutaj nie ma kompromisów i to nie ważne, czy jeździsz Oplem Corsa, czy kilkutonowym TIRem – można sobie wybić z głowy kładzenie laptopa na siedzeniu pasażera. Jest to:

  • niebezpieczne,
  • niewygodne,
  • zajmujemy siedzenie pasażera,
  • jest większa szansa, że laptop ulegnie uszkodzeniu.

Najważniejsza sprawa to oczywiście bezpieczeństwo – szczególnie, podczas jazdy. Nawigacja satelitarna nie może odwracać uwagi. Na ekran należy patrzeć kątem oka, szybkim zerknięciem, etc. To jak licznik w samochodzie – gdyby był montowany na wysokości drążka skrzynki biegów, to bardzo staniemy się dawcami organów (jak coś jeszcze z nich zostanie). Na drodze liczy się każda milisekunda! Sam próbowałem tak jeździć z laptopem, jest to po prostu głupotą…

Dosyć już tego moralizowania, przejdźmy do konkretów. Całe szczęście, że ktoś wymyślił tzw. holdery („trzymacze”). Najbardziej chyba znanymi są te montowane na przyssawkę – i w przypadku lekkiego sprzętu (telefon komórkowy, PDA) świetnie zdają swoje zadanie. Po przyczepieniu do okna i optymalnym ustawieniu ograniczamy do minimum odrywanie wzroku od drogi. Koszt takiej „pijawki” zaczyna się od 75zł w górę, jednak pojawia się moim zdaniem inny problem -  ktoś kretyńsko wymyślił, żeby najczęściej punktem mocowania był… ekran LCD. Niby wszystko jest okey – całkiem solidne, ogumione zaczepy (nie rysują obudowy), przyssawka też utrzyma 1-1.2kg bez problemu (specyfikacja podaje nawet 5kg).
Auto stoi i jest wszystko cacy – ale, jak sama nazwa wskazuje, samochód (poza wyżej wymienionymi korkami) porusza się. Porusza się do tego po nieruwnościach, bierze zakręty, hamuje i przyspiesza. Tutaj wchodzi fizyka – moment bezwładności. Pracując z laptopem mało komu przychodzi do głowy pomysł, aby podnosić go za ekran, a szczególnie wywijać nim na wszystkie strony.
W najlepszym przypadku wyłamiemy tylko zawiasy. Przy odrobinie „szczęścia” uszkodzimy poważniej elektronikę a dodatkowo ktoś w samochodzie może skończyć z klawiaturą zainstalowaną w buzi – a koszt „wysokiej jakości ceramiki” wielokrotnie przewyższa cenę laptopa.

Drugie rozwiązanie nie jest zbyt tanie. Za kwotę około 500zł (można znaleźć taniej) jest solidne, 2-kilogramowe aluminiowe ramię z podstawką, umożliwiającą montaż urządzeń o wadze do 15kg. Do zestawu dołączone są 3 różne zaczepy umożliwiające przykręcenie do fotela samochodowego a sam demontaż, jak zapewnia producent, to kilka sekund. Cena idzie w parze z jakością – bardzo dużo możliwości regulacji (zasięg ramienia od 62 do 92cm, regulacja we wszystkie strony (łącznie z pivotem).

Są jeszcze oczywiście rozwiązania pośrednie – tzw. samoróbki. Cóż w sumie za problem przewiercić podłogę i przykręcić kawał stalowej sprężyny z półką, która będzie nam służyła za podstawkę pod komputer. Rozwiązania takie kosztują ok. 60-70zł, jednak jak nie masz zamiłowania do majsterkowania, to może być to dużą przeszkodą.

W następnej częsci postaram się objaśnić kwestie zasilania w samochodzie.

źródło zdjęć: akucje ebay.com



 Subskrybuj (FeedBurner)